Ataki na statki na Morzu Czerwonym

W ostatnich latach miało miejsce wiele ataków na europejskie, rosyjskie i amerykańskie statki, przeprowadzonych przez somalijskich piratów. Są oni coraz bardziej bezczelni, coraz lepiej uzbrojeni i mają coraz lepsze umiejętności. Na samym początku atak zawsze wyglądał w ten sam sposób – Do statku podpływał niewielki statek piratów (zazwyczaj była to motorówka albo niewielki, drewniany kuter) i z niego wysuwano specjalne drabiny. Po nich piraci wspinali się na pokład statku i atakowali jego załogę. Kierowali następnie statek do wybranego przez siebie portu i tutaj przetrzymywali go i załogę do czasu, aż armator zapłacił całkiem spory okup. Wiele państw postanowiło zaradzić temu i dlatego w rejon ataków wysłały one swoje floty wojenne. Statki, które są atakowane, wysyłają sygnał ratunkowy. Wtedy do akcji przystępuje okręt, który znajduje się najbliżej. Najpierw wysyłany jest śmigłowiec pokładowy, który uzbrojony jest w wielolufowy karabin maszynowy oraz w niekierowane pociski rakietowe najczęściej kalibru 68 – 70 milimetrów. To wystarczy, żeby obronić statek przed atakiem. Jeśli jest jednak za późno, w rejon ataku płynie fregata. Ma ona na pokładzie grupę abordażową (do dwudziestu świetnie uzbrojonych i wyposażonych żołnierzy sił specjalnych), których zadaniem jest odbicie statku z rąk porywaczy. Akcja grupy sił specjalnych zaczyna się od podpłynięcia do okrętu za pomocą łodzi półsztywnych.